***** streambait

Przeczytałem książkę „Mood Machine” Liz Pelly o Spotify i w sumie nie dowiedziałem się nic, co by dało mi jakąś nadzieję. Bo to jest historia o tym, jak zły model wypiera dobry, jak zabija się kuratorów – prawdziwego DJ-a w klubie albo takiego prowadzącego audycję radiową. Człowieka, który przez lata przekopywał się przez tysiące nagrań, żeby wybrać kilka, puścić je publicznie, dopasować do kontekstu – rozbujać ludzi, stworzyć dobry klimat, zagadać to jakoś albo nie.

Spotify ma inne podejście. Ich wewnętrzne hasło brzmi ponoć: „Naszym jedynym konkurentem jest cisza”. Nie, że tam inny serwis streamingowy, jakieś radio, czy płyty, tylko cisza. Ja to kumam i stąd moja dolina, bo myślę sobie, że kiedy Twoim wrogiem jest cisza, to nie zależy Ci na tym, żeby ktoś usłyszał coś wartościowego. Zależy Ci na tym, żeby w ogóle coś leciało, na okrągło – w tle – przy pracy, sprzątaniu czy zasypianiu.

Playlisty automatyczne na takich streamingach to nie jest IMO kuratorstwo tylko smyntna tapeta dźwiękowa. Muzak XXI wieku. Wiele z nich teraz nazywa się „functional music” i „wellness”. No i kurator przeszkadza w tym modelu, bo automat miesza numery sam, algorytm nad tym czuwa, serwis zbiera dane. Po kolei kasuje się numery prawdziwych artystów i zastępuje numerami ghost kompozytorów i w kolejności wyprodukowane 100% przez AI.

Pauline Oliveros, kompozytorka i filozofka dźwięku, rozróżniała „słuchanie” od „słyszenia”. Słuchanie wymaga świadomości. Słyszenie to bierny odbiór. Widzę, że Spotify zoptymalizował się pod słyszenie, a nie słuchanie. Pod „lean-back listening” – jak to sami nazywają w dokumentach wewnętrznych. I dlatego DJe, prowadzący audycje radiowe, właściciele sklepów płytowych – wszyscy ci ludzie, którzy przez dekady budowali kulturę muzyczną – stają się powoli zbędni w tym modelu. Bo nie maksymalizują „session length”. Mało tego, czasem są tak bezczelni, że puszczają coś trudnego, co wymaga skupienia. Coś, co może sprawić, że wyłączysz i pójdziesz pomyśleć. A to jest przecież najgorszy możliwy scenariusz dla platformy, której … wrogiem jest cisza.

Po co to napisałem? Nie jestem idealistą, ale namawiam do świadomości. A co, stać mnie w moim wieku.

Więc następnym razem, kiedy pójdziesz do klubu i usłyszysz set DJ-a, który zaskoczył Cię czymś, czego byś sam/a nigdy nie znalazł/a – doceń to, przybij piatkę. Kiedy znajomy poleci Ci płytę i powie: „Ej, posłuchaj tego od początku do końca” – zrób to. A kiedy natkniesz się na audycję radiową prowadzoną przez człowieka z pasją – zostań choć chwilkę. Bo kuratorzy nie skalują się jak algorytmy i trzeba o nich dbać jak o kumaka nizinnego albo włochatkę – trzeba ich k. chronić, bo wyginą 😉

Odpowiadając awansem na wszelkie pytania i insynuacje – tak, jestem DJem, kocham muzykę, a kuratela zawsze była, jest i pewnie będzie zawsze dla mnie bardzo ważna.

A książkę Liz Pelly polecam. Główna teza, którą stawia, jest taka, że Spotify to nie jest firma muzyczna tylko reklamowa i narzędzie nadzoru, które wykorzystuje muzykę jako „źródło ruchu” do zbierania danych o użytkownikach i sprzedawania ich reklamodawcom. Model biznesowy platformy systematycznie dewaluuje muzykę jako formę sztuki, przekształcając ją w tło emocjonalne zoptymalizowane pod „streamintelligence”. I od początku było projektowane jako platforma reklamowa szukająca „źródła ruchu” – muzyka okazała się idealnym nośnikiem, bo ludzie słuchają jej godzinami (dlatego Spotify zidentyfikowało „pasywnych słuchaczy”, którzy słuchają muzyki w tle, jako główną grupę docelową). Sukces mierzony jest „programmed streamshare” – czyli ile słuchania kontroluje algorytmy. Celem jest maksymalizacja czasu sesji, nie odkrywanie muzyki.

Firma zbiera miliardy punktów danych dziennie: każde kliknięcie, wyszukiwanie, skip, czas odsłuchu. Buduje „taste profiles” i „personality models” (otwartość, neurotyczność, ekstrawersja, takie tam). Ma patenty na rozpoznawanie emocji z głosu (2021). Dane sprzedaje potem brokerom jak Acxiom (2,5 mld profili) i wykorzystywane są do targetowania reklam, a nawet do oceny zdolności kredytowej (Creditvidya).

I rozumiejąc w pełni ten model, uważam, że to jest, kurczę, słabe. Dlatego uprzejmie zachęcam, żeby ***** streambait.

***

Tekst pochodzi z newslettera “Sztuka walki bez walki”, w którym raz na kwartał (albo jakoś tak, raczej częściej nie ;)) publikuję podobne treści, a także polecajki książkowe, wideo, podcastowe, narzędzia – wszystko to, co mnie kręci, intryguje i inspiruje zawodowo. Jeżeli chcesz, zapraszam: veryhuman.pl/newsletter

Masz jakieś pytanie?

dowiedz się więcejo nas

Odwiedź nasze stronyw social media

DZIELĘ SIĘ WIEDZĄ

Co 3 tygodnie wysyłam porcję materiałów, które inspirują mnie w pracy stratega i projektanta usług. Sygnały, modele, innowacje, tricki, hacki, narzędzia i metody.

AKTUALNOŚCI

AKTUALNOŚCI