Dawid czy Goliat?

W świecie innowacji jest kilka obszarów, w których – jak mówi William Gibson – przyszłość się już wydarzyła. Śledzenie ich zapewnia mi dreszczyk emocji zbliżony do tego, który odczuwa strateg wojskowy, gdy planuje kampanię. Tym bardziej, że innowacje wiele zawdzięczają wojskowości. A ta, nie ukrywam, fascynuje mnie od dziecka. Jak również zmagania silniejszego ze słabszym, w którym wygrywa ten drugi.

Chodzi o rozwiązania, które są tak nowoczesne, że musi upłynąć niekiedy nawet kilka lat, by upowszechniły się w innych branżach a konsument się na nie otworzył. Przyszłości kompleksowo przewidzieć się nie da, dlatego staram się skupiać na tych jej wycinkach, które są konkretne i namacalne. Na technologiach, produktach, czy usługach które, choć niszowe, mają potencjał na upowszechnienie się. Obserwacja ich rozwoju, dynamiki wychodzenia ze swoich nisz, daje mi zastrzyk wiedzy i inspiracji, którą mogę uwzględniać w rozmaitych strategiach. Dzięki stałej obserwacji rozumiem przy tym lepiej, które rozwiązania wejdą na rynek i które będzie można z dobrym skutkiem wykorzystać w szeroko pojętym biznesie. Dostrzegam też, jak one zmienią sposób kupowania, przemieszczania się, spędzania przez nas wolnego czasu, itp.

Każdy, kto zawodowo zajmuje się tematem innowacji ma ulubione obszary, które śledzi z większą uwagą. Dla mnie jest nim wojskowość. Tak! Kiedy byłem małym chłopcem hej … Dobra, będąc kilkulatkiem toczyłem żołnierzykami własne bitwy i zawsze moimi ulubionymi formacjami byli komandosi. Małe, świetnie zorganizowane, zwinne oddziały. I tak jest do dziś. Dziś patrzę na to tak, że to właśnie z wojskowości wzięły się koncepcje zwinnego działania i rozpoznawania bojem, które w biznesie funkcjonują obecnie jako ‘agile’ i ‘kultura testu’. To tam po raz pierwszy znalazło swoje zastosowanie wiele rozwiązań technologicznych. Począwszy od kanistrów, poprzez radary i drony, na rakietach skończywszy. A ponieważ biologicznym celem naszego gatunku zawsze było, jest i będzie przetrwać i dominować, jestem zdania, że istnieje bezpośredni związek innowacji z historią wojen i wojskowości – głównie w kontekście technologii oraz zarządzania.

DŹWIGNIE

Szczególnie istotny wydaje mi się w tym kontekście temat dźwigni. Nieustannego szukania sposobu, by zużywając jak najmniej energii, uzyskiwać jak najlepsze efekty. Idealnie ilustruje to biblijna przypowieść nierównej walki Dawida z Goliatem, w której dzierżący w dłoni procę pasterz mierzy się z uzbrojonym po zęby wojownikiem. I wygrywa. Przypowieść ta jest jednym z motywów przewodnich koncepcji Sił Obronnych Izraela (Israel Defence Forces, w skrócie IDF). To w kontekście historycznym, społecznym i kulturowym Izraela bardzo ważny podmiot. Sam Izrael to małe państwo, ale niezwykle skomplikowane pod kątem wielokulturowości, różnorodności i historycznych realiów. Podzielone a zarazem niezwykle spójne. Po lekturze książki Dana Harrisona „Business Under Fire” zrozumiałem, jak bardzo przy tym izraelskie podejście do tworzenia innowacyjnych produktów, usług, strategii i zarządzania jest powiązane z koncepcjami wojskowymi.    

Kiedy się spojrzy na mapę i zajrzy do newsów widać, że sytuacja geopolityczna Izraela nie jest – łagodnie mówiąc – najciekawsza. Iran zmierza ku broni atomowej, Turcja rośnie w siłę a są jeszcze Rosjanie i Chińczycy. Zmieniają się przy tym „realia rynku”, czyli realia pola walki. Kiedyś wojska pancerne były w Izraelu elitarne i IDF mogły się czuć się bezpiecznie, ale to już przeszłość. Potężną Merkavę, na którą nomen omen swego czasu wspinałem się w muzeum, można dziś zniszczyć tanią – w porównaniu z kosztami wyprodukowania czołgu – ręczną wyrzutnią rakietową. Role Dawida i Goliata trochę się odwracają, a Izraelczycy to dostrzegli. Zrozumieli, że – z różnych przyczyn nie będą w stanie prowadzić dalej skutecznych działań obronnych w oparciu o dotychczasowe podejście. Zadali pytania: Jak dopasować się do nowych czasów? Jak mając mniej ludzi zyskać przewagę, zwinnie dostosować taktykę do zmieniających się okoliczności. I jak wykorzystać do tego technologię? Słowem: jak dalej wygrywać będąc małym? Czy te pytania nie są równie ciekawe w kontekście biznesowym? 

TECHNOLOGIA JAKO NARZĘDZIE

Nowe podejście Izraelczyków jest oparte o umiejętne wykorzystanie technologii. Począwszy od systemu obrony powietrznej Żelazna Kopuła, przez zastosowanie dronów i innych bezzałogowych statków powietrznych, skończywszy na unikalnym systemie hełmów pozwalającym pilotowi strzelać używając tylko wzroku. Jak w grze! Tak skomentował to polski strateg, Jacek Bartosiak, w jednym z wywiadów: „Podczas ostatniej wojny z Hezbollahem żaden oficer od kapitana wzwyż nie siedział już w czołgu, tylko za monitorem. I dowodził akcją za pomocą komputera.” Wszystko to możliwe jest dzięki zmianie myślenia.

Technologia jest narzędziem. Żeby je opanować, trzeba po pierwszy zrozumieć, do czego ma służyć, a po drugie – nauczyć się jej. Na tym polega zmiana myślenia. Zajmuję się projektowaniem usług i doświadczeń i w tym kontekście fascynujące było dla mnie czytanie i słuchanie o izraelskim centrum szkoleniowym Elbit Systems, w którym stworzono unikalne doświadczenie szkoleniowo-gamingowe. Polega ono na przedstawianiu dowódcom na różnych szczeblach (w jednej „rozgrywce” może uczestniczyć ponad setka dowódców!) realistycznego obrazu operacyjnego, umożliwiającego operowanie różnymi środkami i zmuszającego do reagowania na zmiany w czasie rzeczywistym, np. pod wpływem informacji otrzymywanych z wywiadu, prognozy pogody, nagłych awarii, etc. Wypisz wymaluj Counter Strike! Całość jest nagrywana, a przegląd i podsumowanie akcji daje uczestnikom wgląd w konsekwencje własnych decyzji i działań.

Ciekawe jest to, że IDF często pożyczają rozwiązania istniejące już na rynku, np. te funkcjonujące w biznesie albo otwiera swoje rozwiązania na test. Pamiętam, że kiedy w trakcie pracy dyplomowej na Zarządzaniu Innowacją w 2013 roku wymyśliliśmy platformę do wymiany odzieży używanej, inspirowaliśmy się rozwiązaniami, w których wirtualny, osobisty stylista dopasowuje ubrania i akcesoria. Wśród tych rozwiązań był izraelski Stylit, korzystający z technologii zaadaptowanej na podstawie algorytmów pierwotnie opracowanych do… śledzenia i zapobiegania zamachom samobójczym!

W 1958 IDF zdecydował się kupić pierwszy komputer, Philco 2000. Podobno miał wielkość małego pokoju. Podobno w IDF odbyła się debata na temat tego, czy armia powinna kupić komputer, czy zbudować nowy pas startowy. Dzisiaj IDF jest „prawdopodobnie jedną z najbardziej skomputeryzowanych armii na świecie” – tak napisała Stacy Perman w swojej książce Innowacje biznesowe izraelskich mistrzów wywiadu (Spies Inc.: Business Innovation from Israel’s Masters of Intelligence). Napisała to 2005 roku, czyli 17 lat temu. Od tego czasu poziom doświadczenia IDF w dziedzinie komputerów i technologii wystrzelił wykładniczo. Media często zwracają na to, jak wiedza technologiczna IDF wpłynęła na boom hi-tech w „Start-Up Nation”, jak Izraelczyków nazwali Dan Senor i Saul Singer w swojej książce z 2009 roku (polecam!). Dziś nikt w IDF nie kwestionuje wyboru, czy zbudować nowe lotnisko, czy pozyskać nową technologię. 

Dotarcie do punktu, w którym IDF może być pionierem nowych technologii i zarządzać polem bitwy, które jest coraz bardziej technologiczne, wymaga dużej liczby żołnierzy biegłych w informatyce. Mamy więc do czynienia z HR, czyli kolejnym puzzlem nowego podejścia. Sprawdziłem, że Akademia Informatyki oferuje kilka kursów, a priorytetem jest znalezienie żołnierzy, którzy mogą być programistami oraz pisać i rozwijać kod.

TECHNOLOGIA + MINDSET

Technologie IT, sztuczna inteligencja, czy uczenie maszynowe nie są jednak w IDF wszechmocne i wszechobecne. Wciąż pozostają obszary, w których to człowiek jest ważniejszy, bo może więcej. Istotne jest bowiem nieustanne poszukiwanie przewag w oparciu o dźwignie, także w obszarach nieoczywistych. Z ogromnym zainteresowaniem śledzę historię integracji autystycznych nastolatków i młodych dorosłych w armii izraelskiej. Ich nieprzeciętne umiejętności są wykorzystywane w wywiadzie wojskowym do interpretacji zdjęć lotniczych będąc przy tym – niezależnie od klasycznego efektu „dźwigni” – znakomitym przykładem integrowania i angażowania osób wykluczonych. 

Praca jest, póki co, analogowa i syzyfowa. Wymaga długich godzin skupienia i nieustannej dbałości o szczegóły. Nie jest zatem dziwne, że i tu Izraelczycy szukają rozwiązań, czyli dźwigni. I w ten właśnie sposób odkryty zostaje niezwykły talent do interpretowania obrazów wizualnych, zwłaszcza zdjęć satelitarnych, przez osoby z autyzmem. Prowadzone na Uniwersytecie w Hajfie badania nad percepcją wzrokową osób z tym spektrum pokazują, że są wśród nich tacy – choć nie wszyscy – którzy potrafią rzucić okiem na panoramę miasta z przelatującego helikoptera, a następnie odtworzyć ją idealnie na papierze. Co ciekawe nie chodzi o to, że dysponują oni lepszą od przeciętnej percepcją, tylko inną. Podchodzą do złożonych obrazów wizualnych obiektywnie i nie są obciążeni błędem poznawczym. Nie angażują się w interpretację i dlatego mogą skuteczniej wychwytywać wszelkie niezgodności.

IDF rekrutuje i szkoli osoby z autyzmem. Jednocześnie personel pracuje nad umiejętnościami komunikacyjnymi i społecznymi pozostałych współpracowników. Jak w każdej formacji wojskowej nacisk jest tu położony na hierarchię, a oficerowie nie są standardowo szkoleni do pracy z osobami niepełnosprawnymi, które przecież potrzebują pomocy w znalezieniu się w innym środowisku. Niektórzy z nich są wrażliwi na migoczące światło czy dźwięk pracującego klimatyzatora. Inni wymagają pewnych okresowych ćwiczeń gimnastycznych, aby zachować w pracy spokój i równowagę. Obserwowanie tego innowacyjnego projektu, prowadzonego w duchu ‘win-win’, zmagania się z codziennością społecznych wyzwań, jest fascynujące. A jednocześnie to wspaniały przykład wykorzystania dźwigni. Myślę, że wart skopiowania w co najmniej jednym obszarze. Zgadniecie jakim?

DA SIĘ

Nie tylko w biblijnej przypowieści mały może więcej. Duży może tylko wtedy, gdy jest zwinny. A jak często duży potrafi być zwinny? To mały ma z definicji większe szanse na innowacje. To w jego działanie wpisana jest zwinność. Jeżeli tylko zaplanuje działania i umiejętnie wykorzysta technologię – ma szanse na wygraną.

Mija dziesięć lat od opublikowania raportu GE Global Innovation Barometer, który przeczytałem od deski do deski. Jego wnioski wnikliwie porównywałem ze zmianami w biznesie na przestrzeni ostatniej dekady. Raport podaje  m.in., że małe, innowacyjne firmy staną się ważnym graczem w globalnej wymianie handlowej. Że innowacje będą tworzone przede wszystkim przez jednostki oraz mikro i małe przedsiębiorstwa. W tworzeniu wiedzy nie mamy przecież do czynienia z korzyściami wynikającymi ze skali, a kreatywność zespołów nie rośnie potęgowo w miarę zatrudniania kolejnych osób. Niewielka firma fintechnologiczna z kilkudziesięcioma inżynierami na pokładzie ma często większy potencjał do tworzenia innowacji niż międzynarodowy bank. 

Te zmiany widzę dziś w firmach startujących i działających w obszarze płatności, bankowości, handlu, biotechnologii, proptechu, martechu, medtechu i innych -techów ;). W większości z nich wykorzystywanie dźwigni jest niezwykle popularnym podejściem. Z równym powodzeniem – uważam – można je stosować także w tradycyjnym biznesie. Nawet takim, który znalazł się chwilowo pod ścianą i szuka nowej drogi. 

Zachęcam do większej otwartości na szukanie dźwigni, ćwiczenia szybszego planowania, wykorzystania technologii i rozpoznawania rynku testem. Z Goliatem można stanąć do walki i pokonać!

fot. Elbit Systems

Masz jakieś pytanie?

dowiedz się więcejo nas

Odwiedź nasze stronyw social media

DZIELĘ SIĘ WIEDZĄ

Co 3 tygodnie wysyłam porcję materiałów, które inspirują mnie w pracy stratega i projektanta usług. Sygnały, modele, innowacje, tricki, hacki, narzędzia i metody.

AKTUALNOŚCI

AKTUALNOŚCI