No dobrze, ale ile to potrwa?! Kalibracja oczekiwań na starcie

Postanowiłem rozłożyć temat czekania na czynniki pierwsze. To kolejny z wpisów o „cichym punkcie zapalnym” w obszarze czekania w usłudze, który może wywołać duże problemy, lub przynieść duże korzyści, w zależności od tego, jak je potraktujesz jako zarządzająca/y biznesem B2C i B2B.

B2C: Wchodzę do serwisu samochodowego z przeglądem i wymianą klocków. Mechanik mówi „ok, dam znać”. Pytam, ile to może potrwać? Typ patrzy na mnie, jakbym go zapytał o hasło do sejfu NBP. „Nie powiem Panu.” Nie „nie wiem”, tylko „nie powiem”. Jakby wiedział, ale postanowił, że ja na tę wiedzę nie zasłużyłem. W zależności od tonu, czasem już tu – na starcie mój mózg mówi mi głosem Dario ze „Ślepnąc od świateł”: „No i nie podobasz mi się, kochaneczku …” Więc na tym starcie już mogą tracić punkty. Zostawiam samochód, mijają 3 godziny, dzwonię. „Jeszcze chwilę, ale nie powiem Panu, ile – proszę czekać”. Piąta godzina – „wie Pan, bo jak zdjęliśmy koło to się okazało, że tarcze też do wymiany, musimy zamówić”. Jestem bez samochodu, bez informacji kiedy będzie gotowy, a miałem coś do załatwienia o 15:00. 

A gdyby mechanik powiedział na starcie coś w stylu: „Panie Wojtku, sam przegląd z klockami to 2-3 godziny, ale uprzedzam – jeśli po zdjęciu koła okaże się, że tarcze są do wymiany, a przy tym roczniku to się zdarza, to będzie następny dzień. Chce Pan zostawić auto na taki wariant, czy wolimy umówić się na inny dzień, kiedy ma Pan zapas czasu?” – dwa zdania, które nic nie kosztują, a zmieniają wszystko, bo wiem MNIEJ WIĘCEJ, na czym stoję, planuję dzień, nikt nie jest zaskoczony. A jeśli okaże się, że tarcze są OK i auto jest po 2 godzinach – mam efekt „wow, szybciej niż myślałem, sprawni są”.

B2B: Zlecasz firmie wdrożenie nowego CRM-a. Handlowiec na spotkaniu mówi „6-8 tygodni, standardowy projekt”. Podpisujesz i planujesz sobie wewnętrznie tematy. Po 4 tygodniach okazuje się, że integracja z Twoim CRM-em jest bardziej skomplikowana niż zakładali, bo nikt na etapie sprzedaży nie sprawdził, na jakiej wersji siedzisz. „8 tygodni” zamienia się w 10. A Ty już ogłosiłeś zespołowi datę startu, zaplanowałeś szkolenia, przesunąłeś inne projekty. Teraz musisz tłumaczyć zarządowi, dlaczego harmonogram leży – i to nie Twój harmonogram leży, tylko harmonogram dostawcy, ale twarz tracisz Ty, bo to Ty go wybrałeś. 

Gdyby na kick-offie ktoś powiedział uczciwie: „standardowo 6-8 tygodni, ale widzimy, że macie starszą wersję CRMa – realistycznie 10-12, z buforem bezpieczeństwa powiedzmy 14. Jeśli pójdzie sprawniej, skrócimy, postaramy się.” – nikt by nie miał pretensji. Ale handlowiec chciał wygrać deal, więc dopchnął temat kolanem i powiedział to, co chciałeś usłyszeć, a potem się rozpłynął. Ogarnął swój odcinek, temat przerzucił na zespół produkcyjny i w razie czego to nie jego wina. Za 4 tygodnie dzwonisz, a on „oj, to już nie moja działka, przekieruję Pana do Kamila z delivery”, a Kamil nie wie, kim jesteś i co Ci obiecano. Firma na tym traci, bo pozostaje niesmak, a potem klient jakiemuś znajomemu z innej firmy mówi przy kawie – „wiesz, fajne chłopaki, kompetentni, mili, wszystko super – tylko nie dowożą, nie oddzwaniają i nie robią tego, co obiecali. Ale poza tym serio k$%a polecam.”

Jak trzeba postępować:

Nigdy nie mów: „NIE POWIEM PANU”, „nie wiem, ile to potrwa”, „naprawdę nie umiem powiedzieć”, „nie mam pojęcia”, „skąd mam wiedzieć”, bo to jest strzał w kolano. Daj klientowi COKOLWIEK, co da mu POCZUCIE, że ma jakąś kontrolę nad tym, ile co potrwa – żeby mógł sobie coś zaplanować. Będzie spokojniejszy. Powiedz chociażby – „standardowo takie rzeczy trwają z tydzień, ale tutaj mamy sytuację szczególną, ponieważ … i myśle, że powinien Pan założyć dwa tygodnie. Obiecuje jednak, że się postaramy”.

USTALAJ REALISTYCZNE OCZEKIWANIA NA POCZĄTKU USŁUGI. Jeżeli klient chce mieć usługę „na jutro” albo „na wczoraj”, przygotuj sensowny argument, dlaczego nie na jutro – to pomaga zredukować kwas na starcie i zwiększa satysfakcję z końcowego efektu.

STOSUJ ZASADĘ „OBIECAJ MNIEJ, DAJ WIĘCEJ” (under-promise, over-deliver). Jak masz serwis samochodowy, to mówisz „będzie po 16:00″, a dzwonisz o 14:00, że gotowe. Kiedy prowadzisz hotel, mówisz „check-in od 15:00″, a wpuszczasz gości o 13:00. Łapiesz wtedy dodatkowe punkty, klient gotowy polecać – pamięta się to lepiej niż basen na dachu (patrz przykłady poniżej). Przy czym uwaga – patrz gwiadka poniżej:

  • DELIKATNIE SYGNALIZUJ, ŻE DAŁEŚ KLIENTOWI PRIORYTET: „Postaraliśmy się, przyspieszyliśmy proces, daliśmy priorytet” brzmi lepiej niż oddanie po prostu wcześniej. Klient powinien wiedzieć, że ktoś się dla niego postarał, i wtedy to doceni bardziej, to poprawi jego doświadczenie. Jak będzie wydane bez słowa komentarza, to może pomyśleć, że termin od początku był zawyżony.

Gdzie możesz szukać inspiracji, jeżeli prowadzisz biznes w obszarze:

🛒 E-commerce / retail: Zappos (legendarny sklep obuwniczy, teraz część Amazona) przez lata obiecywał dostawę w 3-5 dni, a wysyłał overnight. Klient zamawiał buty, spodziewał się czekać – a paczka była następnego dnia. W efekcie nie trzeba było wydawać fortuny na reklamę, bo klienci sami opowiadali o tym znajomym. Nawet jeśli nie stać Cię na overnight – powiedz „5-7 dni roboczych”, a dostarczaj w 4. To kosztuje Cię dokładnie zero złotych, a daje efekt „wow, szybciej niż myślałem”.

🍕 Gastro / kawiarnie: Niektóre sieciówki robią to na poziomie mikro – np. kelner mówi „15 minut”, a danie wychodzi z kuchni po 10. Domino’s przy zamówieniu online od razu pokazuje szacowany czas dostawy – „Twoje zamówienie dotrze za ok. 35-40 minut” – zanim jeszcze potwierdzisz zamówienie. Wiesz, na co się piszesz. A potem Pizza Tracker pokazuje postęp (pisałem o tym w poprzednim artykule), ale kluczowe jest to, że oczekiwanie zostało ustawione na starcie, nie w trakcie. Podobnie robią niektóre lokalne pizzerie w Polsce przez pyszne.pl czy Glovo – podają szacowany czas jeszcze na etapie koszyka. Klient, który widzi „50 minut” i zamawia świadomie, nie zadzwoni po 30 minutach z pytaniem „gdzie moja pizza?”. Klient, który nie dostał żadnej informacji – zadzwoni po 20 z pretensjami, no bo jak Polak głodny i widzi, że status zamówienia się nie zmienia od kwadransa, to już nie jest klient tylko jest negocjator kryzysowy, który wymaga natychmiastowego kontaktu z „kimś odpowiedzialnym”, np. z menedżerem knajpy albo Glovo …

🎢 Parki rozrywki i podobne: tutaj benchmarkiem jest dla mnie zawsze Disney. Disneyland przy każdej atrakcji wyświetla szacowany czas oczekiwania w kolejce – i celowo go zawyża. Jeśli tablica mówi „45 minut”, realnie czekasz 30-35. W efekcie wsiadasz na karuzelę w dobrym nastroju, bo „było szybciej niż myślałem” (kiedyś miałem taki żart, że Disney to jedyna firma na świecie, która systematycznie okłamuje klientów – i klienci im za to dziękują w ankietach). 

Badacze z zakresu psychologii kolejek (tak, istnieje obszar badań zwany psychologią kolejek / psychologią czekania w kolejkach, zajmuje się tym np. Dr. Queue – Richard Larson z MIT) potwierdzają, że oczekiwanie znane i skończone jest psychologicznie łatwiejsze do zniesienia niż oczekiwanie niepewne, nawet jeśli to drugie jest krótsze. Jeśli prowadzisz restaurację – powiedz gościowi „stolik za około 25 minut”, a posadź go po 15 z komunikatem typu: „mam dla Państwa dobrą wiadomość, przygotowaliśmy dla Państwa stolik”. Lepsze niż„zwolniło się”, albo już w ogóle „zaraz się coś zwolni”, po czym mija pół godziny.

🔧 Serwisy samochodowe i rzemiosło: tu under-promise > over-deliver działa znakomicie, szczególnie w naprawach. Mechanik mówi „będzie po 16:00″, a dzwoni o 13:00, że gotowe. Szewc mówi „w przyszłym tygodniu”, a dzwoni po 3 dniach. To jest moment, o którym klienci opowiadają sąsiadom (wychodzi to chociażby w naszych VHSowych badaniach). Pozytywne zaskoczenie – dostarczenie usługi szybciej niż obiecano – generuje silniejszą pozytywną emocję niż dostarczenie w terminie. Dostarczenie w terminie to norma. Wcześniej – to historia do opowiedzenia 😉

🏥 Usługi zdrowotne: „Doktor przyjmie Panią za około 20 minut, przepraszamy za opóźnienie – mamy dziś pilny przypadek” – jedno zdanie, a zmienia wszystko. Pacjent, który wie dlaczego czeka i ile będzie czekać, jest spokojniejszy niż pacjent, który siedzi w poczekalni i nie wie, czy następny jest on, czy jeszcze 5 osób przed nim. Nie chodzi o to, żeby kłamać, że będzie krócej, tylko żeby kalibrować oczekiwania uczciwie.

🛡️ Ubezpieczenia: tu kalibracja oczekiwań na starcie jest kluczowa, bo klient zgłaszający szkodę jest już zestresowany. Likwidator mówi „decyzja do 30 dni” (bo to ustawowy standard), a wypłata przychodzi po 12. Albo agent przy zgłoszeniu szkody komunikuje: „Panie Adamie, standardowo proces trwa 2-3 tygodnie, ale w Pana przypadku mamy komplet dokumentów, więc postaramy się szybciej”. Klient nastawia się na 3 tygodnie, dostaje przelew po 10 dniach i myśli „wow, ależ sprawnie działają” (odwrotna sytuacja – agent mówi „to powinno pójść szybko”, klient wyobraża sobie 3 dni, mija tydzień, drugi, i nawet jeśli obiektywnie 14 dni to świetny czas, subiektywnie jest wściekły, bo „szybko” w jego głowie znaczyło co innego niż w głowie agenta. Więc tu jedno słowo bez kalibracji potrafi zabić satysfakcję z całej obsługi).

🏨 Hotelarstwo / turystyka: Hotel, który mówi „check-in od 15:00″, a wpuszcza o 14:00 z uśmiechem, albo jeszcze lepiej – „mam dobrą wiadomość – mam dla Państwa pokój wcześniej” – pamięta się lepiej niż basen na dachu. Bo basen klient widział na kolorowych zdjęciach, gdzie woda jest bardziej turkusowa niż w rzeczywistości, a niebo bardziej niebieskie niż kiedykolwiek nad Chałupami i spodziewał się go po prostu. A wcześniejszy check-in po długim locie to zaskoczenie, którego nie planował, a które trafia dokładnie w jego ból (zmęczenie, brak snu, potrzeba prysznica). Odwrotna sytuacja – hotel obiecuje „check-in od 14:00″, a o 14:30 mówi „pokój jeszcze nie gotowy, musi Pan chwilę poczekać”, to zaczyna się nerwówka i kwas. Obietnica złożona i złamana boli bardziej niż brak obietnicy.

🤝 B2B (agencje, software house’y, firmy doradcze): uważam, że tu kalibracja oczekiwań na starcie to być albo nie być relacji. Trzy rzeczy, które widzę w najlepszych firmach usługowych: primo – na kick-offie projekt ma realny harmonogram z buforem, nie „ambitny timeline”, który podoba się zarządowi klienta, ale jest fikcją. Secundo – handlowiec nie obiecuje czegoś, czego delivery team nie potwierdził, bo jeśli sprzedaż odrywa się od realizacji, to zawsze przepis na wtopę. Tertio – jeśli projekt realnie zajmie 12 tygodni, mówisz 14, dostarczasz w 12, a klient ma poczucie, że jesteś sprawny i szybki. W odwrotną stronę? – kiedy mówisz 10, kończysz w 12, to klient ma poczucie, że jesteś spóźniony – mimo że obiektywnie zrobiłeś to w tym samym czasie. Różnica? Wyłącznie w kalibracji oczekiwań.

Wojtek Ławniczak

Masz jakieś pytanie?

dowiedz się więcejo nas

Odwiedź nasze stronyw social media

DZIELĘ SIĘ WIEDZĄ

Co 3 tygodnie wysyłam porcję materiałów, które inspirują mnie w pracy stratega i projektanta usług. Sygnały, modele, innowacje, tricki, hacki, narzędzia i metody.

AKTUALNOŚCI

AKTUALNOŚCI